Romans widziany oczyma mężczyzny. Zobacz jak się narodził, jak się rozwijał i ewoluował. Kto wie, może będziesz także świadkiem jego końca...
wtorek, 03 listopada 2009
Coś musi się skończyć, by zacząć mogło się coś…
„B” zareagowała na moje radykalne oświadczenie o byciu przyjaciółmi żartami oraz ironią. Potraktowałem to jako jej reakcję obronną w sytuacji kompletnego zaskoczenia. Staliśmy w korku w drodze do jej mieszkania i prześcigaliśmy się w wynajdowaniu u mnie na siłę cech gejowskiego przyjaciela kobiet. To zdecydowanie pomogło rozładować napiętą atmosferę, ale im dalej się posuwaliśmy w dywagacjach, tym bardziej do mnie docierało na jak absurdalny pomysł się porwałem, przy czym dobrze wiedziałem, że z tej drogi nie ma już odwrotu.
czwartek, 29 października 2009
Już nigdy nie będziesz mnie miała...
Ostatniego sms-a napisałem w nagłym przypływie wzburzenia, wręcz wściekłości. Zabolało mnie i rozjuszyło, że ona jednym zdaniem potrafiła zburzyć to, co z takim trudem od kilku dni starałem się poukładać w całość. Liczyłem, że tak ostrym słowem wywołam jakąś reakcję ze strony „B”, wstrząsnę nią, obudzę. Wydawało mi się bowiem, że trwa w swoistym letargu, nieczuła na sygnały z mojej strony, powtarzając jedynie cały czas, niczym mantrę: „już nie będzie tak jak dawniej”…
poniedziałek, 26 października 2009
O kilka słów za dużo...
Z biegiem czasu porozrzucane w mojej głowie części naszej układanki zaczęły w końcu składać się w spójną całość. Zdążyłem rozważyć po tysiąckroć każdy możliwy scenariusz, by wreszcie dojść do wniosku, że najlepszym co mogę zrobić, żeby nie stracić „B”, to przystać na jej warunki. Bez prób negocjacji, czynienia zastrzeżeń, dopisków małym drukiem i ciągłego aneksowania tej niepisanej umowy. Wysoki Sądzie, oświadczam uroczyście, że będę dla „B” przyjacielem, tylko przyjacielem i nikim więcej, niż przyjacielem…
środa, 21 października 2009
Friends with (or without) benefits.
Szczera radość z naszego spotkania wkrótce została zmącona przez refleksje, jakie naszły mnie jeszcze tego samego dnia. Wyczułem, że coś nie do końca gra między nami, gdzieś zatraciliśmy łączącą nasze dusze harmonię. Owszem, cieszyliśmy się, przytulaliśmy, rozmawialiśmy ze sobą nie mogąc powstrzymać potoku słów, a jednak czułem jakby między nami pojawiła się jakaś niewidzialna bariera. Tak ulotna, że można ją było początkowo przeoczyć. Elastyczna, przez co odkształcająca się przy każdej próbie jej namacania. Wydawać by się mogło, że to tylko złudzenie, ale jednak, jestem niemal pewien, była między nami…
poniedziałek, 19 października 2009
It ain't over till it's over...
Spotkaliśmy się wreszcie, po blisko dwóch tygodniach rozłąki. Radość z jej bliskości zepchnęła na drugi plan moje wątpliwości i dociekania. Wszelkie pytania, które chciałem zadać wydały mi się nagle mało istotne, a jej odpowiedź, jaka by nie była, i tak nie mogła schłodzić wewnętrznego ciepła, które czułem tuląc ją z całych sił do siebie. Cieszyłem się jak dziecko z samego faktu, że mogłem ją zobaczyć, jakby dopiero w momencie spotkania dotarło do mnie, jak szalenie brakowało mi jej obecności w moim życiu.
wtorek, 13 października 2009
W kłębowisku myśli.
Wyszedłem od niej nad ranem. Już w drodze powrotnej do domu zacząłem się zastanawiać nad tym, co się właśnie wydarzyło między nami. Chociaż w uszach pobrzmiewały mi jeszcze echa jęków „B”, a resztki alkoholu nadal krążyły we krwi, to w głowie zaczęły kiełkować pytania. Dlaczego do tego doszło i jakie będą tego skutki?
piątek, 09 października 2009
Gorączka sobotniej nocy.
Wiadomość od „B” była impulsem, który nieco otrzeźwił mój otępiały umysł i ciało. Nie mogłem pojąć skąd ta nagła odmiana, tak niespodziewany zwrot o 180 stopni. Byłem tym bardziej zaskoczony, że wysyłając swoje pytanie nie myślałem o erotycznym aspekcie mojej ewentualnej wizyty, liczyłem raczej na nocne Polaków (właściwie pijaków) rozmowy. Nie zastanawiając się dwa razy wymknąłem się chyłkiem z pubu i wsiadłem do pierwszej z brzegu taksówki, bełkotliwym głosem zamawiając kurs pod wskazany adres, z międzylądowaniem na stacji benzynowej. Przez myśl mi nie przeszło, że sms mógł zostać wysłany dla żartu, podczas zakrapianej babskiej imprezy. Tym bardziej nie brałem pod uwagę możliwości, że tę wiadomość mogła napisać nie „B”, a jej koleżanka, albo nawet… moja żona!
środa, 07 października 2009
Romansowe newsy 9.

Hasło na dziś: Już nigdy nie będziesz mnie miała...

poniedziałek, 05 października 2009
Nieoczekiwany zwrot akcji
Rozgrywka w restauracji mocno zaostrzyła mój apetyt. Na tyle nawet, że podświadomość uraczyła mnie w nocy bardzo realistycznymi snami z „B” w roli głównej. Obudziłem się nad ranem zlany potem i za nic nie mogłem ponownie zasnąć. Zacząłem się zastanawiać, co zrobić, by moje pożądanie nie przerodziło się w obsesję na jej punkcie. Nie wiedziałem zupełnie co począć. Byłem świadomy, że żadna kobieta nigdy nie działała na mnie tak jak ona, w życiu żadnej nie pragnąłem tak bardzo jak „B”, a jednocześnie nie pamiętam, by któraś kiedykolwiek była dla mnie tak niedostępna. Paradoksalnie im bardziej próbowała się ode mnie odsunąć, tym bardziej jej pożądałem…
czwartek, 01 października 2009
Powrót na powierzchnię.
Odżyłem psychicznie po niedawnych urlopowych rozterkach i to pomimo napięcia, które dawało się wyczuć między nami, a które jak sądziłem powodowały drzemiące w nas niezaspokojone żądze i skrywane pragnienia. Także pomimo postawionej przez „B” niewidzialnej bariery, na którą raz po raz wpadałem, częściowo przez zapomnienie, a po części sprawdzając gdzie dokładnie przebiega granica i czy da się ją w jakichś miejscach naruszyć, bez wywoływania alarmu. Nasze kontakty stały się regularne i swobodne, jak kiedyś. W nasze rozmowy powróciła dawna doza uszczypliwości i serdecznej złośliwości, której ostatnio brakowało. Czułem się jak nurek, któremu skończył się tlen w butli, i który w końcu z problemami, ale jednak wypłynął na powierzchnię.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16
statystyka